poniedziałek, 8 czerwca 2015

Trucizny: amigdalina

W długi weekend mąż uraczył mnie wyznaniem, że kiedy będzie chciał mnie zabić, otruje mnie migdałami. Urocze.
Z jakiegoś popularnonaukowego programu TV dowiedzieliśmy się, że migdały zawierają silną truciznę, która może być śmiertelna dla dorosłego człowieka gdy ten spożyje 81 migdałów.
Z czystej naukowej ciekawości policzyłam migdały znajdujące się w standardowym opakowaniu (200g), wyszło 85! 
Jak to? 
Przecież nie raz zjadłam w ciągu dnia taką paczkę migdałów i nic mi się nie stało! 
- Wujku G. - o co chodzi?
Na szczęście wujek ma większą wiedzę niż pan z TV (tudzież wujka chętniej słucham).
Okazało się, że ta trucizna, amigdaliną zwana, znajduje się w migdałach, ale gorzkich, a te spożywane przeze mnie są słodkie, uff. 
Do tego mąż nie zatruje mnie podmieniając migdały, bo nie będę w stanie zjeść tylu sztuk felernych owoców.
Jeszcze większe szczęście.
Czym zatem jest amigdalina, skoro jest taką silną trucizną?


Amigdalina to związek organiczny złożony z dwóch fragmentów glukozowych, aldehydu benzoesowego i grupy cyjankowej. Rozkłada się zatem, w odpowiednich warunkach, na nieszkodliwy cukier prosty (glukozę), oraz dwie substancje trujące - benzaldehyd i cyjanowodór. Tym właśnie produktom gorzkie migdały zawdzięczają swą złą sławę.
Amigdalinę znajdziemy też w wielu naturalnych produktach:
"Pestkach lub nasionach owoców: jabłka, moreli, wiśni, nektaryn, brzoskwiń, gruszce, śliwek, Fasoli: bób (Vicia faba L.), ciecierzyca, soczewica (skiełkowana), fasola półksiężycowata, mung (skiełkowana), fasola ozdobna (Phaseolus coccineus). 
Orzeszkach: gorzkie migdały, macadamia (podobne do laskowych), nerkowca 
Jagodach: Niemal wszystkie dzikie jagody. Jeżyny, aronii,  żurawiny błotnej, dziki bez (Sambucus L. ), malin, truskawek. 
Nasionach: lnu, sezamu, chia (Salvia hispanica) - czyli oleiste 
Trawach: Akacja (Acacia Mill.), alfalfa (skiełkowana), wodnych trawach, sorgo alpejskie (Sorghum halepense (L.) Pers.) , trojeść amerykańska (Asclepias syriaca), pszenica (trawa).
Ziarnach: kasz owsa, jęczmienia, brązowego ryżu, gryki, kasz,chia, lnu, prosa, żyta, wyki, pszenicy (jagody). 
I innych: Pędach bambusa, fuschia roślin, Sorgo (Sorghum Moench) , dzikiej hortensji, cis drzewa (igieł, świeże liście)" 

Wujek Google poinformował mnie także, że amigdalina jest doskonałym lekarstwem na najpoważniejsze choroby cywilizacyjne (raka i choroby serca), jednocześnie nadmieniając, że badania kliniczne nie potwierdziły tych cudownych właściwości.  
Nie mnie oceniać słuszności obu stwierdzeń.  
Zacytuję klasyka "Cóż jest trucizną? Wszystko jest trucizną i nic nie jest trucizną. Tylko dawka czyni, że dana substancja nie jest trucizną"  (Paracelsus).

niedziela, 31 maja 2015

Składniki żywności: barwniki syntetyczne

Czas na kontynuację starego cyklu.
Planowałam dokładny opis poszczególnych związków chemicznych stosowanych do barwienia żywności, z informacjami o ich szkodliwości. Niestety tak nie będzie wyglądać ten wpis, ponieważ znalazłam bardzo ciekawy i bogaty w informacje artykuł tu. Pozdrawiam serdecznie Autora a Was zapraszam na Jego blog.

Tymczasem sama zajmę się przybliżeniem chemii barwników syntetycznych.

Większość spośród problematycznych substancji chemicznych stosowanych do barwienia żywności należy do grupy związków azowych
Proszę nie kojarzyć nazwy z imieniem Aza (miałam w dzieciństwie sukę Azę - bardzo ją kochałam). Związki azowe, to takie, które posiadają w swojej strukturze grupę -N=N- (zwaną grupą azową). Jak się je otrzymuje, chyba nie warto pisać. Warto jednak nadmienić, że jeśli grupa ta sąsiaduje z pierścieniami aromatycznymi, może absorbować promieniowanie widzialne, co z kolei powoduje zabarwienie związku chemicznego. Gama kolorystyczna jest bardzo szeroka, lecz najpopularniejsze są żółcie, czerwienie czy błękity.
Przykładowe kolory wraz ze strukturami związków chemicznych przedstawia poniższy schemat.


Związki azowe są fajne. Łatwo się je syntezuje, reakcje można prowadzić w wodzie, w temperaturze zbliżonej do temperatury otoczenia. Produkty reakcji są stabilne, łatwo je oddzielić i oczyścić, a następnie przechowywać. Można je stosować w środowiskach o zróżnicowanym pH, w wysokich i niskich temperaturach, przy dostępie światła, wilgoci i tlenu - nic nie zagraża ich trwałości. Chemicy bardzo lubią takie produkty.

Niestety związki azowe są toksyczne. Wprawdzie aby zatruć się związkami azowymi dodawanymi do żywności, należałoby tej żywności spożywać kilkadziesiąt-kilkaset kilogramów dziennie, ale... niektóre z nich (a właściwie produkty ich rozpadu) mają potwierdzone działanie mutagenne i kancerogenne. Inne - mogą wyzwalać histaminę, która może nasilać objawy astmy lub powodować skurcze (np. macicy u ciężarnych). Niektóre też mogą być przyczyną nadpobudliwości (i tu upatruję przyczynę ADHD).




wtorek, 19 maja 2015

promieniowanie jonizujące

Na takie ciekawostki chemiczno-fizyczne ostatnio się natknęłam, że muszę się z wami tą wiedzą podzielić.

Jesteśmy codziennie narażeni na promieniowanie jonizujące, płynące z różnych źródeł.
Wśród nich wyróżniamy źródła naturalne oraz sztuczne - wytworzone przez człowieka.
Do źródeł naturalnych zaliczamy promieniowanie kosmiczne, promieniowanie ziemskie (emitowane przez naturalne radionuklidy znajdujące się w nienaruszonej skorupie ziemskiej oraz naturalne radionuklidy wchodzące w skład ciała ludzkiego) a także radon (obecny w skałach, a co za tym idzie, również materiałach budowlanych i w powietrzu).
Sztuczne źródła promieniowania to przede wszystkim stosowane w diagnostyce medycznej badania rentgenowskie i badania in vivo (na żywym organizmie, polegające na podawaniu pacjentom preparatów promieniotwórczych), pierwiastki promieniotwórcze zawarte w żywności i środowisku (pochodzące z wybuchów jądrowych czy awarii radiacyjnych), niektóre wyroby powszechnego użytku emitujące promieniowanie jonizujące (np. ceramika barwiona uranem, izotopowe czujniki dymu, telewizory kineskopowe), oraz działalność naukowa, czy zawodowa, związana z promieniowaniem jonizującym.



To co mnie najbardziej zaskoczyło, to dawki promieniowania jakie przyjmujemy z poszczególnych źródeł.
W 2011 roku dawka skuteczna promieniowania jonizującego otrzymywana przez statystycznego mieszkańca Polski wynosiła średnio 3,30 mSv/rok, z czego narażenie radiacyjne pochodzące od naturalnych źródeł promieniowania stanowi niemal 74%, czyli 2,43 mSv/rok. Największy jest udział promieniowania pochodzącego od radonu i produktów jego rozpadu - 1,20 mSv/rok. 
Spośród sztucznych źródeł promieniowania, największy wpływ na organizmy ludzkie ma promieniowanie rentgenowskie, stosowane w diagnostyce - dawka skuteczna płynąca z tego źródła wynosi średnio 0,80 mSv/rok. Badania in vivo to kolejne 0,05 mSv. Narażenie na zanieczyszczenia środowiska i pokarmów sztucznymi radionuklidami - głównie izotopami cezu i strontu - szacuje się na 0,008 mSv/rok. Narażenie od przedmiotów codziennego użytku oraz płynące z wykonywania działalności zawodowej w przeliczeniu na statystycznego Polaka wynosi kolejne 0,002 mSv/rok.

Dla porównania...
Dawka promieniowania, jaką otrzymał statystyczny Polak w wyniku awarii w elektrowni jądrowej Fukushima Dai-ichi i przemieszczania się mas powietrza znad elektrowni nad terytorium Polski, wynosiła 2,3 nSv (0,0000023 mSv) dla I-131 oraz 2,1 nSv (0,0000021 mSv) dla Cs-137. Czyli pomijalnie mało.

To może jeszcze dodam jakie ilości promieniowania są szkodliwe.
W przybliżeniu efekty napromieniowania całego ciała w zależności od pochłoniętej dawki są następujące:

  •     0,1 Sv - pewne zmiany we krwi,
  •     0,1 – 0,5 Sv - ciężka choroba z 6-miesięcznym okresem rekonwalescencyjnym,
  •     5 Sv - śmierć w 50 % przypadków,
  •     10 Sv - nieuchronna śmierć.
    
Więcej na ten temat można poczytać tu i tu.

niedziela, 10 maja 2015

Dla automaniaków: glikol etylenowy

Nie pisałam już ponad miesiąc, wszystko przez projekt w który się zaangażowałam, ale już nadrabiam zaległości :)

Zacznę od niemiłego wspomnienia.
W zeszłym tygodniu wybraliśmy się na majówkę w dalsza trasę. Może nie jakąś super daleką, ale jednak. Wysiłek dla nas i samochodu był.
Na ostatniej prostej, utknąwszy w korku, zobaczyliśmy biały dym ulatniający się spod maski.


-Co to jest, co się zepsuło? - pomyślałam. 
-Pewnie chłodnica - odpowiedział rozsądek. I trafił.
Całego problemu nie potrzebuję naświetlać, istotny był wyciek płynu chłodniczego, fakt utknięcia w korku, bez nadziei na szybkie spotkanie stacji benzynowej i świadomość, że w weekend majowy nikt nam auta nie naprawi.
Ale nie ma co patrzeć w przyszłość, aby dojechać do celu trzeba uzupełnić płyn chłodniczy. Tylko czym? W bagażniku była resztka oleju silnikowego i płynu do spryskiwaczy. W kabinie jakiś słodki napój i woda źródlana. Co byście wybrali?
Nie zdradzę co obstawiał mój luby, odpowiem tylko że wybraliśmy wodę.
Gdy emocje już opadły postanowiłam zapytać wujka G. czy wybór był trafny i natknęłam się na serie artykułów o tym by nie wlewać do chłodnicy wody :/ Ale dlaczego?

Moja wiedza chemiczna na temat chłodnic samochodowych ogranicza się do świadomości, że płyn chłodniczy to najczęściej glikol etylenowy (czasem propylenowy). Wiem, że jest to alkohol i posiada dwie grupy hydroksylowe. Wiem, że jest toksyczny, dobrze miesza się z wodą i że ma niższą temperaturę topnienia i wyższą temperaturę wrzenia od wody. A wygląda tak:


O syntezie i zastosowaniu glikolu etylenowego nie ma co się rozpisywać. Z ciekawostek mogę przypomnieć historię pewnego alkoholika-złodzieja z pomorza, który wypijał zawartość busol znajdujących się na kutrach rybackich. Nieszczęśnik nie wiedział (lub było mu wszystko jedno), że ciecz znajdująca się w busoli, mimo że daje objawy upojenia alkoholowego, zawiera toksyczny glikol etylenowy. Jak dziś się ten pan czuje (czy jeszcze żyje) niestety nie wiem.

Czego dowiedziałam się dzięki naszemu wypadkowi:
Wodę stosuje się w niektórych rodzajach chłodnic samochodowych, ale są to wyjątkowe przypadki związane z wyścigami samochodowymi. Gdzie, przy dużym prawdopodobieństwie wypadku, glikol etylenowy może stanowić zagrożenie dla uczestników wyścigu.
Stosowanie wody, jako płynu chłodzącego, zmniejsza wydajność chłodzenia. Woda ma niższą temperaturę wrzenia i mniejszą prężność par niż glikol etylenowy. W działaniu układu chłodniczego bardzo istotne są te parametry. Dzięki parom, które powstają w układzie chłodzenia w silniku, otwiera się zawór umożliwiający dostarczenie płynu chłodzącego z chłodnicy, a tym samym uniemożliwia przegrzanie silnika (tak to rozumiem, może się mylę). Dlatego układ chłodzenia później zareaguje gdy zastosujemy mniej wydajną wodę i przy dłuższym stosowaniu jej jako medium chłodzącego, ryzykujemy zniszczenie silnika.
Dodatkowo woda zawiera nie tylko cząsteczki H2O, ale też minerały. Część z nich osadza się w postaci kamienia, niszcząc elementy układu. Może też powodować korozję elementów metalowych, a w zimę - zamarznąć i rozsadzić układ.
Zastosowanie wody może też powodować powstawanie korków parowych i kawitacji, o których to zjawiskach fizycznych pewnie kiedyś napiszę. W tym miejscu wystarczy nadmienić, że oba są związane z gwałtownymi zmianami stanu skupienia substancji z ciekłego na gazowy, pod wpływem zmian ciśnienia. Powstające gazy uniemożliwiają prawidłowe funkcjonowanie układu i tym samym zwiększają ryzyko przegrzania.

Oczywiście w przypadku wycieku płynu chłodniczego możemy zastosować wodę (jednak nie bezpośrednio z kranu, najlepiej destylowaną). Jej niewielkie ilości nie powinny zaszkodzić. Jednak jeśli płynu nadal ubywa, po naprawie układu chłodzenia warto zainwestować w nowy płyn chłodniczy.

A dlaczego w miejsce glikolu etylenowego nie powinniśmy stosować oleju mineralnego, mieszaniny alkoholi z substancjami pianotwórczymi, czy wodnego roztworu cukru - spróbujcie odpowiedzieć w komentarzach.

wtorek, 7 kwietnia 2015

Napoje izotoniczne

Według definicji "izotoniki to napoje mające na celu wyrównanie poziomu wody i elektrolitów wydzielanych z organizmu w procesie wydzielania potu, a także uzupełnienie witamin i soli mineralnych oraz w niewielkim stopniu węglowodanów spalanych podczas wysiłku fizycznego".


Jak wybrać dobry napój izotoniczny? Na co należy zwrócić uwagę?

Po pierwsze sprawdzamy osmolalność napoju. Jeśli chcemy się dobrze "nawodnić" stężenie składników napoju musi być zbliżone do tego, które występuje w płynach ustrojowych, czyli ok. 295 mOsm/kg H2O. Te tajemnicze literki opisują liczbę moli substancji czynnych osmotycznie rozpuszczonych w 1 kg wody. Niższą osmolalność ma zwykła woda, ponieważ zawiera mniej substancji rozpuszczonych. Woda szybko się wchłania, ale może nie uzupełnić niedoborów elektrolitów. Wyższe stężenie osmotyczne mają m.in. soki. Jest w nich więcej węglowodanów i składników mineralnych niż w płynach ustrojowych. Mogą dostarczyć potrzebną energię i elektrolity, jednak nie nawodnią organizmu.
Ciśnie mi się na usta stwierdzenie, że aby uzupełnić zarówno wodę, jak i elektrolity możemy pić rozcieńczone soki. Rozsądek jednak podpowiada, że w dostępnych handlowo sokach znajdują się głównie węglowodany, składników mineralnych może być niewiele.

Jeśli chcemy dostarczyć organizmowi idealną mieszankę elektrolitów, wybierajmy te izotoniki, które w swym składzie mają węglowodany, minerały i witaminy.

Proste węglowodany to glukoza i fruktoza. To na nich zależy nam najbardziej. Unikajmy napojów typu "zero", zamiast cukru mają słodziki, których wpływ na zdrowie jest dyskutowany od lat.
Dzięki węglowodanom uzupełniamy zapasy energii, organizm wolniej się męczy.

Sód to najważniejszy pierwiastek w izotonikach. Głównie on zapewnia właściwą osmolalność, ułatwiając wchłanianie wody przez organizm. Poza tym pomaga regulować temperaturę ciała podczas wysiłku. Wydzielany jest wraz z potem, dlatego należy go uzupełniać. Wg zaleceń Komitetu Naukowego ds Żywności podczas długotrwałego wysiłku fizycznego należy stosować sód w ilościach 460-1150 mg/litr.

Kolejnym ważnym minerałem jest potas, który wspomaga pracę układu mięśniowego i nerwowego, zmniejsza ryzyko wystąpienia skurczów mięśni, oraz reguluje gospodarkę wodno-elektrolitową organizmu.

Magnez lub wapń też mogą się znaleźć w napojach izotonicznych. Są niezbędne do prawidłowej pracy układu mięśniowego i nerwowego. Niedobór tych minerałów też może być przyczyną skurczów mięśni. Magnez odpowiada też za utrzymanie prawidłowej temperatury ciała.

Niektóre izotoniki zawierają też witaminy. Najważniejsze podczas długotrwałego wysiłku fizycznego są witaminy z grupy B, jak niacyna (B3), kwas pantotenowy (B5) czy biotyna (B7). Witamina B6 ułatwia wchłanianie magnezu i potasu, natomiast witaminy z grupy D wspomagają wchłanianie wapnia i sodu.
Witamina C jest łatwo wydzielana wraz z potem. Bierze udział m.in. w oddychaniu komórek czy w syntezie kolagenu, dlatego warto uzupełniać jej niedobory.
Witamina E neutralizuje wolne rodniki. Odgrywa ważną rolę w ochronie czerwonych krwinek i w procesach regeneracyjnych.
Witamina A zmniejsza zmęczenie i łagodzi skurcze łydek.
Należy jednak uważać, aby nie przedawkować witamin. Szczególnie niebezpieczne są witaminy nierozpuszczalne w wodzie, których nadmiaru organizm nie usunie zbyt łatwo. Chodzi tu przede wszystkim o witaminy E, A oraz D.

Poza "dobrymi" składnikami w napojach izotonicznych kryje się też wiele niepotrzebnych i czasem szkodliwych substancji, jak np. barwniki, słodziki, konserwanty. 
Przede wszystkim należy uważać na napoje intensywnie niebieskie lub czerwone (mogą zawierać błękit brylantowy czy czerwień koszenilową). 
Jeśli w napoju jest glukoza czy fruktoza substancje słodzące (np. aspartam) wydają się nie potrzebne. Naturalnym regulatorem kwasowości jest witamina C (kwas askorbinowy), czy kwas cytrynowy. Inne substancje konserwujące (jak cytrynian sodu, potasu) nie są potrzebne.

wtorek, 17 marca 2015

składniki kosmetyków: MIT

Powracam do starego cyklu, żeby opowiedzieć pewną historię.

Pewnego dnia na dłoniach mojej koleżanki zaczęła pojawiać się wysypka. Pewnie to uczulenie - pomyślała - i zaprzestała używania "podejrzanej" chemii. Naczynia zmywała tylko w zmywarce, a dom sprzątała w lateksowych rękawiczkach. Niestety uczulenie nie znikało, co gorsza - zaczęły się pojawiać również pęcherze. Może to kolejne uczulenie na lateks? Zmieniła rękawiczki, a przed ich włożeniem, dłonie smarowała grubą warstwą kremu, aby uniknąć kontaktu. Niestety poprawy nie było. Dermatolog ani alergolog nie potrafili powiedzieć co się dzieje. Dopiero kilkudniowe testy alergiczne przeprowadzone w szpitalu odpowiedziały - to uczulenie na MIT, konserwant stosowany w wielu produktach kosmetycznych.
Po dokładnej analizie składu kosmetyków okazało się, że substancja ta znajduje się w - tak chętnie i często używanym - kremie do rąk. Dlaczego uczulenie pojawiło się dopiero teraz? Bo została przekroczona bezpieczna dawka tej substancji.

MIT, czyli metyloizotiazolinon, to popularny konserwant, stosowany w różnych produktach, w tym kosmetykach. MIT chroni kosmetyk przed rozwojem mikroorganizmów, które mogą być wprowadzane do produktu poprzez kontakt ze skórą lub otoczeniem.



Substancja ta 10 lat temu została dopuszczona do używania w kosmetykach w ilości nie przekraczającej 0,01%, ponieważ wiadomym było że większe jej ilości nie pozostają obojętne dla zdrowia. 
Niestety szybko stała się niezwykle popularna, gdyż jest tania i efektywna, i zawojowała nie tylko przemysł kosmetyczny czy sektor środków czystości, ale nawet "cięższą" chemię - farby i lakiery.
Dodatkowo "nagonka" na popularne konserwanty - parabeny, spowodowała stopniowe ich wycofywanie z rynku i zastępowanie metyloizotiazolinonem.
MIT znajdziemy zarówno w kosmetykach "niespłukiwanych", jak kremy, nawilżane chusteczki (np. dla niemowląt) oraz "spłukiwanych" - szampony, żele pod prysznic...
W efekcie jesteśmy narażeni na większe ilości szkodliwej substancji, niż zostało to dopuszczone w odpowiednim rozporządzeniu.
Po serii doniesień o reakcjach uczuleniowych wśród niemowląt na składniki mokrych chusteczek dokładniej zbadano szkodliwość konserwantu i rozpętała się burza.
Dlatego ponad rok temu zaczęto wycofywać MIT z kosmetyków niespłukiwanych, a w pozostałych produktach - ograniczono jego dopuszczalne stężenie do 15 ppm. 

Dopóki MIT znajduje się w kosmetykach warto czytać etykiety pod kątem jego występowania. Niestety nie wiadomo jaki nowy konserwant w najbliższych latach zawładnie rynkiem, i jakie będą tego konsekwencje dla naszego zdrowia. Specjaliści z branży wróżą częściowy powrót do parabenów, lepiej zbadanych i mniej alergizujących od metyloizotiazolinonu.
Na wszelki wypadek nie zmieniajmy sprawdzonych kosmetyków na kolorowe i szeroko reklamowane nowości.
A moja koleżanka dłonie ma już zdrowe, kosmetyki - sprawdzone, ale do końca życia pozostanie wrażliwa na pechową substancję, dlatego musi być jeszcze bardziej czujna.

czwartek, 5 marca 2015

Składniki żywności: barwniki naturalne

Kolejny cykl, tym razem przyjrzymy się etykietom produktów spożywczych.

Barwniki spożywcze możemy podzielić ze względu na ich pochodzenie na 4 grupy:

  • barwniki naturalne,
  • identyczne z naturalnymi,
  • syntetyczne,
  • nieorganiczne substancje barwiące.

Dziś zajmę się najfajniejszą z powyższych grup, czyli substancjami naturalnymi.

Ostatnio pisałam o jednej z nich, a mianowicie o karmelu, czyli palonym cukrze. Znajdziemy go nie tylko w wyrobach cukierniczych, ale też w pieczywie, coca-coli czy ciemnym piwie, koniaku, rumie i miodach pitnych. Nadaje produktom brązowawe zabarwienie. Naturalny karmel występuje pod symbolem E150a. Uwaga na symbole E150b-d, oznaczają kolejne klasy karmelu syntetycznego.


Kolejny znany barwnik to karoten. Występuje naturalnie w wielu warzywach i owocach (tych czerwonych i pomarańczowych, ale też w zielonej sałacie i szpinaku). Do grupy karotenoidów zaliczamy też szafran oraz annato. Karotenoidy są dodawane m.in. do serów żółtych, margaryny i masła. Znajdziemy je pod symbolami E160 a-f.

Chlorofil - jak wiemy ze szkoły ma kolor zielony, występuje we wszystkich zielonych roślinach, w algach i niektórych bakteriach. Jego struktura jest mi szczególnie bliska przez specjalizację w chemii metaloorganicznej :) Ze względu na niewielką trwałość czystego chlorofilu (E140), często jest zastępowany bardziej trwałymi kompleksami z miedzią (E141).

Koszenila to barwnik pozyskiwany z mszycy występującej w Ameryce Południowej i Centralnej. Jest to niezwykle trwały barwnik, nadający czerwony kolor wyrobom cukierniczym, jogurtom owocowym, dżemom, galaretkom, oraz... tkaninom. Występuje pod symbolem E120.
Uwaga na czerwień koszenilową - to barwnik syntetyczny (E124) !
W Polsce do XIX wieku do barwienia m.in. tkanin używano podobnego barwnika, otrzymywanego z pluskwiaka o nazwie Czerwiec polski. Nie barwiono nim jednak żywności.

Podobny kolor i zastosowanie ma czerwień buraczana, otrzymywana z buraka ćwikłowego (E162).

Ciekawą grupę barwników stanowią antocyjany - w zależności od środowiska przyjmują różne kolory. Niskie pH (środowisko kwaśne) sprzyja barwie czerwonej, natomiast podwyższenie pH powoduje zmianę koloru na niebieski czy fioletowy. Antocyjany występują w owocach i warzywach, takich jak aronia, jagody, bakłażan, porzeczki (czarne i czerwone), czerwone cebula, kapusta i winogrona, wiśnie, truskawki, pomarańcze...
Do barwienia napojów, dżemów, galaretek czy wyrobów cukierniczych stosowane są najczęściej ekstrakty ze skórki winogron - E163(i) oraz z czarnej porzeczki - E163(iii).

*schemat zaczerpnięty - źródło

Wszystkie substancje naturalne wydają się być zdrowymi (niektóre mają właściwości przeciwutleniające), jednak nie należy przesadzać z ich nadmiernym spożyciem.
W literaturze znajdują się doniesienia o szkodliwości karmelu, czy miedzi występującej w kompleksach z chlorofilem. Wiele związków (np. z grupy antocyjanów) nie zostało dobrze zbadanych.
Natomiast koszenila może spowodować wstrząs anafilaktyczny.